Jerzy Owsiak - filantropia rentowna

2013-11-28 06:21

 

Pajacem być – rzecz ludzka, ale czemu się z tym obnosić?

 

Jestem pełen szczerej, budującej zazdrości wobec tego, co udało się zrobić Jerzemu Owsiakowi. Muszę tylko wyjaśnić, co mu się udało.

Otóż Jerzy Owsiak wykorzystał swoje niezwykłe (szczerze zazdroszczę) zdolności osobiste, a także zbieg rozmaitych okoliczności natury politycznej, dla uruchomienia rozległego biznesu, który przez długie lata udaje mu się popularyzować jako oddolną inicjatywę społecznikowską. Przez ten bezwzględny biznes przepuszczany jest ogromny kapitał ludzkiej wrażliwości i chęci uczestnictwa w niestandardowych działaniach.

 

Co napisałem całkiem niedawno

Jerzy Owsiak – to jeden z nielicznych ludzi, których autentyczny sukces osobisty urodził się jeszcze w PRL, ale w sposób niezależny, co oznaczało „deficyt błogosławieństwa sekretarzy” dla jego działań. Takim samym sukcesem mogą się pochwalić Marek Kotański, Jacek Kuroń, Leszek Kołakowski, Adam Michnik, Stanisław Lem, Sławomir Mrożek, Wojciech Fibak, Karol Wojtyła, Stefan Bratkowski – ale też jest lista osób, które poniosły spektakularne porażki, jak Inżynier Jacek Rafał  Karpiński, twórca minikomputera K-202, współtwórca robota sterowanego głosem i Pen-Readera.

Owsiak nie ma poglądów ideowych ani politycznych: w tych sprawach razi amatorszczyzną. Ma natomiast w sobie społecznikowskie ADHD, wymagające codziennej porcji scenicznej adrenaliny. Jest głównym pomysłodawcą i realizatorem corocznego Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, a także twórcą jednego z największych festiwali w Europie - Przystanku Woodstock. Ale to jest zaledwie wierzchołek góry lodowej: lista rozmaitych inicjatyw, jakie zgłaszał – z różnym efektem – jest długa. Witalność tego 60-latka – imponująca.

Jerzy Owsiak odebrał w poniedziałek Medal XIII Światowego Szczytu Laureatów Pokojowej Nagrody Nobla. Trudno o większy sukces dla człowieka „pozarządowego”, który zaczynał jako witrażysta i radiowy didżej. Gdybym się zapierał, że nie zazdroszczę – byłbym fałszywcem i świnią. Zazdroszczę, i to jak! I mam niemal pewność, że koncertowo spieprzy on ten sukces odzywkami „czysto” politycznymi albo mentorskimi. Vide: Hołdys.

Mnie tylko niepokoi – dawałem temu wyraz – pewne skrzywienie optyki. Wyjaśnię o co chodzi na przykładzie z innej bajki. Otóż ulubioną ściemą tych, którzy inwestują w obiekty biznesowe, jest opowiadanie o nowych miejscach pracy. Że niby po to w ogóle zajmują się biznesem, by ludziom umożliwić zarobkowanie. Socjaliści niemal wyłażą z tych inwestorów. Po co komu ministerstwa i urzędy pracy, skoro takich mamy dobroczyńców!?! Nie wchodzę w szczegóły, Czytelnik rozumie, co mnie tu niepokoi.

W przypadku Owsiaka dość skutecznie nam pomylono dwa przekazy: sposób na życie albo misja. W moim najgłębszym przekonaniu, którego chyba umiem bronić, Jerzy Owsiak misję traktuje jako wehikuł napędzający całkiem prywatne pasje. I jest on niemal podręcznikowym „zaprowadzaczem ładu monopolowego”. Enfant terrible polskiego życia społecznikowskiego przesłania sobą każdego, kto „robi w podobnym temacie”: a jeśli nie przesłania, to rozjeżdża jak buldożer. Nie dyskutuje, dyktuje.

Jerzy Owsiak jest dziś typowym przedsiębiorcą polskim, działającym w obszarze „troskliwym” (pamiętacie źle tłumaczoną szlagierową reklamę „Johnson to firma troskliwa”? Czy ktoś tę firmę i podobne postrzega jak społecznikowsko-dobroczynną?). W swoich opracowaniach definiuję Przedsiębiorczość jako „branie na swój rachunek i na ryzyko własne jakiegoś wycinka społecznych potrzeb”, w formule ukorzenienia środowiskowego. Jerzy Owsiak zaś „swój rachunek” zamienił na „rachunek miast przyjmujących”, a „ryzyko własne” zamienił na „glejt Nomenklatury”. Ukorzenienie środowiskowe Owsiak zamienił na budowanie własnego środowiska apostolskiego. Podstępem: Przystanek Woodstock jest swoistą nagrodą dla uczestników orkiestrowej zbiórki styczniowej. Czy ktoś zbadał, ilu „zbiórkowiczów” uczestniczyło w Przystanku? Czy dostają oni imienne zaproszenia na Przystanek? Właśnie to jest formuła polskiej przedsiębiorczości, bo ta definiowana przeze mnie raczej zepchnięta została do roli drugorzędnej i coraz mniej rentownej.

Czy ktoś zliczył podmioty komercyjne żerujące na „patencie” Owsiaka? Dwa przykłady: Fundacja „Ćwierć mrówki” oraz ostatnio „Złoty Melon”. Czy ktoś ma świadomość, że z każdej podarowanej złotówki fundacje mają prawo (nie muszą) przeznaczyć 8-10% na cele własne? Czy jest zrozumiałe, że jeśli ktoś lokuje dziesiątki milionów złotych na pół roku w banku, to dyktuje temu bankowi warunki, a nie na odwrót (zwłaszcza, jeśli jest „markowym” podmiotem „troskliwym”)?

Informacja o przyznaniu Medalu przez noblistów znalazła się na stronie Owsiaka natychmiast po jego wręczeniu, sprawdziłem. To się nazywa dbałość o Pi-aR. Zwłaszcza, że jest w tej hagiografii, nieco powyżej,  nieprawdziwa informacja o tym, iż jeden z Przystanków Woodstock odbył się w Lęborku. Jako inicjator „zainstalowania” Przystanku w Lęborku zaświadczam, że ostatecznie z winy Jerzego (poszło o eciu-peciu, choć pozór był ekologiczny) Przystanek lęborski na wrzosowisku przy jeziorze Lubowidz nie odbył się.

Mimo wszystko ja umiem sobie wyobrazić Jerzego Owsiaka jako posiadacza warsztatu witrażowego, wykonującego zlecenia dla kościołów i urzędów, dającego głupiomądre komentarze polityczne przypadkowym klientom, niczym u fryzjera. Gdyby nie jego szalona pasja bycia na widoku – zapewne takim zapamiętaliby go sąsiedzi i klienci. Skoro jednak mu się udało wybić – niech żyje!

Znajomość

Przez krótki okres zostałem zatrudniony w Urzędzie Miasta Lęborka. To jest miasto, w którym robiłem maturę. Najpiękniejsze z małych miasteczek, jakie znam.

Moim najważniejszym zadaniem było opracowanie Strategii dla miasta. To był czas powszechnego formułowania takich strategii dla miast, gmin, powiatów, województw.

Zabrałem się do roboty dziarsko, bo lubię takie wyzwania.

Pomińmy szczegóły: „moja” strategia nazywała się „Miasto w Parku” (Lębork jest otoczony pięknymi zalesionymi morenami niemal wchodzącymi do miasta) i obliczona była na ścisłą współpracę z obejmującymi miasto gminami Nowa Wieś i Cewice.

Zawierała równo 100 punktów rozpisanych na 10 filarów priorytetowych. Na roboczym egzemplarzu Strategii Burmistrz odręcznie dawał uwagi: nierealne, niepoważne, zbyt kosztowne, itd., itp. mimo to Strategia „przeszła” przez właściwe komisje, tyle że nie poddano jej głosowaniu na Radzie Miasta. Jej egzemplarz niewątpliwie znajduje się w archiwum Wydziału Gospodarki Miejskiej.

Jednym z niedocenionych przez Burmistrza punktów Strategii było zorganizowanie masowej dorocznej imprezy artystycznej, która definiowałaby miasto jako jeden z wakacyjnych punktów docelowych dla poszukującej rozrywki młodzieży i nie tylko.

A tu trafiła się okazja: Jurek Owsiak „obraził” się na dotychczasową, lubuską lokalizację Przystanku Woodstock. Natychmiast odwiedziłem go w lokalu przy Madalińskiego w warszawie i szybko dogadaliśmy się. Burmistrz wystawił zaproszenie. Jedziemy do Lęborka.

Oczywiście, Jurek w Leborku był tak samo rozpoznawalny jak wszędzie. Czułem się jak „przyboczny” wielkiego człowieka.

Wstępne rozmowy w Urzędzie były fajne, ogłoszono przygotowania.

W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się na posiłek tuż za miastem, w stylowym motelu obok jeziora lubowidzkiego. Spożywamy.

Opowiadam Jerzemu o Strategii, daję jej egzemplarz, wspominam o tym, że Burmistrz ma te Strategię za dokument „na wyrost”. I wypowiadam takie zdanie: „wszak pokażę Burmistrzowi, że potrafię ściągnąć do Lęborka Owsiaka, to uwierzy w następne wątpliwe punkty Strategii”.

Uuuuuu! Co ja narobiłem!

Jurek niemal natychmiast przeszedł na „pan”. Okazałem się zbędny przy negocjacjach przygotowawczych, trwających przez następne tygodnie. Tego lata impreza woodstockowa się nie odbyła.

To był okres, w którym Jerzemu „odbijało” szczytowo: rozwalał stragany nie płacące mu haraczu, walczył z „Jezusami” (Przystanek Jezus), zachowywał się jak egoistyczny biznesmen zazdrosny o każdy pyłek na swoim pomniku.

Czyż to naprawdę aż taki grzech, wyznać Wielkiemu Człowiekowi, że liczy się na jego wielkość, by uruchomić inną, nie „należącą” do niego serię przedsięwzięć lokalnych?

Ja bym to sobie poczytał za honor, on uznał, że jest „używany”.

Od tamtej strony z większym dystansem przyglądam się „jurkowym” inicjatywom biznesowym, upierzanym w Wielkie Słowa.

Jak powstaje biznes niestandardowy?

Pamiętajmy, że Jerzy Owsiak jest niespełnionym artystą-plastykiem (próbował się dostać na warszawską Akademię Sztuk Pięknych, stąd pewnie późniejszy biznes witrażowy), człowiekiem wiecznie niewyżytym w działaniu, głodnym wciąż nowych sukcesów, do tego postacią charakterystyczną. Raz na 100 lat zdarza się taki „egzemplarz” w środowisku każdego z nas: jego pomysły i forma ekspresji jest tak zaskakująca, że trudno jest mu odmówić, ale zawsze ma się do niego ten charakterystyczny dystans, tak jak do kogoś, o kim wiemy, że nie da spokoju, zanim nie dopnie swego. To nie zawsze oznacza akceptację, raczej kapitulację przez skondensowanym entuzjazmem.

Rozgłośnia Harcerska stanowiła w „dawnych czasach” jedną z tych „klap bezpieczeństwa”, które rozładowywały napięcia związane z tzw. wolnością działania i słowa (podobnie jak „Radar” - tygodnik społeczno-kulturalny wydawany w latach 1959-1987 przez RSW). Takich instytucji „testujących” pogranicze Systemu było w PRL wiele: pion turystyczny ZSP (wieńczony firmą Almatur, ale skupiony na organizowaniu trampingów i wypraw międzynarodowych), pion kultury ZSP (wieńczony główną imprezą FAMA, ale mający wiele innych „niesystemowych” ośrodków, jak wrocławski Kalambur), „wolnomyślicielski”(dziś powiedzielibyśmy: wykształciuchowy) ruch kół naukowych pn. Ogólnopolska Rada Nauk Społecznych, studenckie wyjazdy stypendialne na uczelnie zachodnie.

Rozgłośnia Harcerska „werbowała” dziennikarzy metodą prób i błędów: dawała magnetofon lub mikrofon dziennikarski właściwie nie weryfikując chętnych, a kiedy ktoś przechodził skutecznie kilka kolaudacji – stawał się członkiem szerokiego zespołu. Dla Jerzego Owsiaka i jego nieposkromionej natury społecznika – nie było lepszego miejsca do startu.

Siłą uderzeniową czyniącą z Jerzego Owsiaka postać charakterystyczną były jego „wariackie” pomysły, które nigdy nie miały nazw „poukładanych” i „szaroburych”, nie były też skażone jakimś wcześniejszym poważnym zamiarem i przemyśleniem. Dajmy jemu samemu głos: „Pamiętam że miałem wtedy pracownię witraży. Pracowałem ciężko na utrzymanie. Któregoś dnia zbliżała się prywatka u Pospieszalskich. Pospieszalscy mieli swoje mieszkanie. Myśmy mieli takie mieszkania tzw. spółdzielcze ale u Janka te prywatki to się... po prostu się wpadało i stworzyła się prywatka, telefony, ktoś nadjeżdżał. No i zbliżała się prywatka, urodziny Marii, jego żony. Marysia, do przytulenia kochana osoba, ja mówię, jakieś prezenty tworzymy... Ja usiadłem u siebie w pracowni i miałem taki katalog, duże takie katalogi z wystaw fotograficznych World Press coś takiego się nazywało - takie przedziwne zdjęcia zwariowane, koszmarne, niektóre takie społeczne, ciekawskie. Jakieś takie zdjęcie pamiętam wyciąłem. Uwaga! Zdjęcie to było Chińczyków. Siedziało dwóch Chińczyków w takim pomieszczeniu, budynku, pokoju. Dwóch siedziało w takich tych maotsetungowych strojach a jeden stał. I ten który stał trzymał książeczkę. Chyba nauki pobierali. On im tam coś czytał. I wisiały ręczniki na takim sznurku. Chyba po robocie się spotkali żeby poczytać Mao Tse Tunga. Ja ich wyciąłem, nakleiłem na tekturkę i tak napisałem "Droga Marysiu! Pozdrawiamy Ciebie serdecznie! Czy ciągle mieszkasz na Gagarina nad sklepem spożywczym? Tam są ciągle cukierki w tym słoiku? My tu siedzimy, kolega czyta książkę a my się uśmiechamy" Tak to napisałem. I zastanawiałem się jakby to nazwać i nazwałem Towarzystwo Przyjaciół Chińskich Ręczników”

Jak widać, Jerzy Owsiak miał szczęście obracać się w klubowych gronach ludzi równie niepoukładanych. Kolejny cytat: „Wojciech Waglewski zaproszony do Rozgłośni Harcerskiej zaproponował Jurkowi Owsiakowi wspólny wywiad. W trakcie tej audycji Jerzy Owsiak spontanicznie przedstawił się jako "właściciel zespołu Voo Voo" i zdominował swym monologiem audycję. Ze względu na listowy odzew słuchaczy rozgłośni, Owsiak został zaproszony po raz kolejny, a z czasem zaproponowano mu prowadzenia audycji autorskich. Stałym elementem monologów Owsiaka stało się powitanie "Wita was Towarzystwo Przyjaciół Chińskich Ręczników", często powtarzanym hasłem "Uwolnić słonia!" a całość kończyła się charakterystycznym "3.. 2.. 1.. 0.. Start!".

Pierwszym udokumentowanym wystąpieniem publicznym „na żywo” Towarzystwa (i zarazem Owsiaka) był happening podczas festiwalu jarocińskiego w 1988 roku. Jerzy Owsiak pojawił się na jarocińskim rynku z hasłem "Uwolnić słonia!". W swojej „Prehistorii WOŚP” Jerzy Owsiak podaje: „Zespół Voo Voo nam patronował. Ludzie nas kojarzyli że ja na koncerty jeździłem i przemówienia robiłem na tych koncertach. Nagle się pokazywałem. Miałem mównicę. Z walizki wyciągałem ulotki, rzucałem, a oni grali. Ja improwizowałem takie rapowanie. Robiło to niesamowite efekty. Wszyscy się w tym dobrze bawili”.

Pod koniec lat 80-tych i w latach 90-tych zajmował się organizacją wielu imprez rockowych. Zorganizował serię koncertów-maratonów muzycznych, których wspólną cechą była jego charakterystyczna "jąkająca się" konferansjerka oraz udział czołówki polskich zespołów punkowych owych czasów. Były to m. in.: Letnia zadyma w środku zimy - w klubie "Stodoła", Warszawa - 27 stycznia 1989 (debiut organizatorski), 1991; Zadyma na Torwarze, Warszawa 1989; 50 Rock'n'rolli Na l Maja - w kubie Fugazzi, Warszawa 1992; Warsaw - Berlin 2 Step - Agrykola, Warszawa 1993. W latach 1991 i 1992 kierował razem z Walterem Chełstowskim Festiwalem w Jarocinie. Z tym samym zespołem zorganizował też pierwszy Przystanek Woodstock w 1995 r. w Czymanowie koło Żarnowca, który stał się największą plenerową imprezą rockową w Europie. W 1992 r. Jerzy Owsiak zaprosił lekarzy do swojego programu Brum nadawanego w III programie Polskiego Radia i następnie przypominał słuchaczom w każdej jego edycji o wpłacaniu pieniędzy na podane konto. Akcja ta była kontynuowana również w czasie Festiwalu w Jarocinie w tym samym roku. Pozytywny odzew społeczny i wartość zgromadzonych środków, zdecydowały o nadaniu tym działaniom formy prawnej. W marcu 1993r. z inicjatywy Jerzego Owsiaka i Waltera Chełstowskiego powstała Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, której I Finał odbył się 3 stycznia 1993r. Od tego czasu Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy odbywał się co roku, a Jerzy Owsiak pełnił rolę głównego organizatora i konferansjera programu telewizyjnego pod tym samym tytułem nadawanego w TVP2.

„Listy do Owsiaka” (pokłosie jego działalności w Rozgłośni Harcerskiej) zaczynają się tak: „Wita was Towarzystwo Przyjaciół Chińskich Ręczników, witają wszystkie dobre okoliczności naszej pokręconej rzeczywistości, wita was chwila dobrej pogody, która już nadpływa jak uśmiechnięta kromka chleba pozdrawiająca wszystko i wszystkich. Wita was pełen optymizmu, mimo wszystko - Jurek Owsiak - Obserwator Rzeczy Ulotnych i Dziwnych...”.

Towarzystwo firmowało również dwa oficjalne wydawnictwa muzyczne. Pierwszym z nich była Letnia zadyma w środku zimy - zapis koncertu zorganizowanego przez Jerzego Owsiaka, na którym zarejestrowano utwór Rap Towarzystwa Przyjaciół Chińskich Ręczników a okładkę płyty zdobiła postać Supermana z logiem "T.P.Ch.R." na kostiumie. Również płyta Małe Wu Wu sygnowana była przez "Tajemniczą Orkiestrę Towarzystwa Chińskich Ręczników" czyli zespół Voo Voo.

Cały Owsiak!

W latach dziewięćdziesiątych dla Telewizji Publicznej prowadził takie programy jak „Brum” (prowadzona przez niego w latach 1991-1994 na falach PR Program III), „Się kręci”, „Kręcioła” (nadawana przez PR Program I) i "Róbta, co chceta, czyli rockandrollowa jazda bez trzymanki” (od grudnia 1991 dla Dwójki TVP, który od lata 1994 zmienił nazwę na "Dziura w koszu", a od 1996 - na "Kręcioła"). W międzyczasie zajmował się również organizacją koncertów rockowych i punkrockowych. W 1995 roku zorganizował pierwszy Przystanek Woodstock.

Jurek Owsiak jest założycielem i prezesem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, której I Finał odbył się 3 stycznia 1993 r. po apelu kardiochirurgów z Centrum Zdrowia Dziecka o wsparcie finansowe zakupu sprzętu medycznego dla umierających dzieci.

Jest też założycielem i „właścicielem” fundacji „Ćwierć Mrówki”, która w istocie jest przy-medialną firmą producencką.

Dalszy rozwój kariery publicznej Jerzego Owsiaka – wraz z megalomańskimi ekscesami zakończonymi wyrokiem w Żarach 2003 – jest już powszechnie znany. Dziś już mało kto pamięta, nawet mało kto wie, że Jerzy Owsiak zaczynał jako mazowiecki hippis, niewyżyty, nieposkromiony, wariatuńciowaty chłopak importowany do Warszawy z Gdańska, odnajdujący się w bohemo-podobnej atmosferze niestandardowych muzyków.

Zacytujmy „nieżyczliwych”, którzy opowiadają, że Jerzy Owsiak: „Znany jest ze swej dość aroganckiej pozy prezentowanej w stosunku do każdego, kto kiedykolwiek zwracał się z pytaniem do przedstawicieli WOŚP, komu bardziej ma służyć wspierana przez post(?)komunistów akcja charytatywnej zbiórki pieniędzy z poświęceniem czasu antenowego tej "publicznej" telewizji, który ma za każdym razem większą wartość niż uzbierane sumy:

  • dzieciom, które powinny mieć zapewnione leczenie z już raz zabranych obywatelom pieniędzy w formie podatków na "bezpłatną" służbę zdrowia;
  • ministerstwu zdrowia - które wiedząc o corocznej zbiórce dokonywanej przez WOŚP, wpisuje szacowane sumy do swego preliminarza;
  • post(?)komunistom - którzy za pomocą ogłupienia widowni przed telewizorami zbijają kapitał polityczny na ofiarności ludzkiej;
  • czy wreszcie - samemu Jurkowi "Róbta co chceta" Owsiakowi - megalomanowi patologicznemu? - tenże właśnie megaloman wciąż nie może uwierzyć w niesłychaną dla niego możliwość zrównania go przed prawem z innymi, do tej pory dość pospolitymi dostawcami pieniędzy na Owsiakowy jarmark próżności;

 

Znając kulisy nieudanych przenosin letniego Przystanku Woodstock na wrzosowiska w okolicach Lęborka – powstrzymam się od zupełnego negowania tego jadowitego tekstu, choć zaznaczę, że „wariatuńciowatość” Owsiaka nie zawsze była akceptowana przez Towarzyszy.

 

*             *             *

Jerzy Owsiak zdecydowanie odmawia angażowania się w działalność polityczną, choć dla każdego komitetu wyborczego jest łakomym kąskiem.

Jego fenomen jednak wchodzi już do obszaru politycznego z butami, po pachy.

Organizacja 4 lipca 2010 – dzień drugiej tury wyborów prezydenckich w Polsce – kolejnej zbiórki powoduje, że przez cały ten dzień myśli się pół-aluzyjnie o dwóch kandydatach, a mówi się jawnie i z entuzjazmem o Jurku Owsiaku. Jeśli to nie jest publikowanie politycznej niby-alternatywy – to ja się nie znam na polityce.

Zresztą: kto ma oczy i uszy, ten wie, że Jerzy Owsiak nie jest politycznie bezstronny, nawet podczas zbiórki „na powodzian”. Zachowując swoją „wariatuńciowatość” skutecznie jednak pacyfikuje jakiekolwiek podejrzenia o skłonności polityczne, tak jak sięgając po przepisy formalne i sprawozdania z kontroli pacyfikuje zarzuty o biznesowość Orkiestry i Przystanku.

Pytanie o to, co na niwie politycznej „wykręci” Jerzy Owsiak – jest pytaniem poważnym. Bo oto zdarza mu się, że opieprza równo ministrów i luminarzy życia publicznego – w sumie za to, że niezbyt chcą służyć jego idei i wspierać jego działania, przecież z założenia najlepsze z możliwych. Zdarza mu się też „dawać i odbierać” (innym pytaniem jest, czy ma w tym rację merytoryczną, chodzi o „dyrektorsko-nakazowo-rozdzielczy ton”).

Forest Gump PL

 

PS:

Korzystałem (oraz cytowałem) z informacji ogólnie dostępnych w Internecie, własnych notekblogowych oraz z własnego epizodu w mojej biografii związanego z Jerzym Owsiakiem.

 

Polecam: "Z czego składa się bezsens"  

Polecam: "Owsiakożercy w mylnym błędzie" i bezcenne komentarze.  

Polecam" "Oto co dało WOŚP"

Polecam: "Abdykacja"

No, i chyba: "Jurek nie spocznie"

A teraz "Matka Kurka coś uruchomił"

I Uzasadnienie wyroku "Owsiakowizna stosowana"

No, i "Berek"

A może "Kąsanie budżetu"...

 

WRESZCIE MOŻNA PISAĆ?