Przeklęty zaułek świata

2010-02-17 15:43

/esej sięgający daleko w przeszłość, rozważający geograficzne i geopolityczne oraz etniczne położenie Polski, a także związane z tym fatalne pomyłki co do widzenia Polski w jej środowisku sąsiedzkim, co prowadzi do kolejnych pomyłek/

 

PRZEKLĘTY ZAUŁEK ŚWIATA

/prehistoryczne korzenie polskiej racji stanu/

 

Człowiek migruje „zahoryzontalnie”[1] od zarania, od swojego stadium przedludzkiego. To naturalne, choć zważyć trzeba, że do migracji, do pokonania strachu przed tym, co za horyzontem (strach horyzontalny) można organizm żywy zmusić tylko dwojako:

a)                            albo w dotychczasowym miejscu wybucha lub narasta kataklizm, np. ekologiczny;

b)                            albo – spośród wszystkiego co pośród nas – do wychodźstwa skłania się, przymusza najmniej uspołecznionych, najmniej akceptowanych czy przystosowanych osobników i grupy;

Tak mocno propagowana w nauce ludzka „ciekawość świata” jest wtórnym czynnikiem migracji, pojawia się – ewolucyjnie – u tych, którzy już od pokoleń migrują.

 

 

Powyższe dotyczy wszelkiego rodzaju migracji: koczownictwa, ale też peregrynacji intelektualnych, wpływów ekonomicznych, transformacji kulturowo-cywilizacyjnej, zaciężności politycznej. Tu: na razie mowa będzie wyłącznie o koczownictwie.

Badacze procesów ewolucyjnych lokują największe prawdopodobieństwo pojawienia się osobników kwalifikowanych jako Człowiek – na kontynencie afrykańskim (patrz: mapka powyżej), czyli w przyrodniczo-klimatycznych warunkach najbardziej sprzyjających zarówno rozwojowi sprawności fizycznej i intelektualnej, jak też rozwojowi stadnemu-społecznemu. Dodajmy, że – moim zdaniem – teoria ewolucji nijak nie kłóci się z tzw. kreacjonizmem, jeśli przyjąć, że akt Stworzenia dotyczył fenomenu porównywalnego z platońskimi ideami (człowieka), a nie konkretnego dwupłciowego egzemplarza doczesnego stanowiącego Pierwszą Rodzinę, od której pochodzą wszyscy inni ludzie na Ziemi. Czynię jednak to założenie na własny rachunek, bez sugestii dla Czytelnika[2].

Na marginesie: pobrana stąd powyższa mapa migracji Człowieka od jego prehistorii, opracowana na podstawie badania genotypów[3]) pokazuje, że na północ od linii rozpostartej między Kijowem a Jakuckiem rozpościera się teren omijany przez wszelkie znaczące migracje (liczby przy kolorowych polach legendy z boku oznaczają tysiące lat wstecz). Podobnych map jest dziesiątki w rozmaitych opracowaniach historyczno-naukowych, i zawsze ten fragment globu jest „sterylnie czysty” od migracji. Oczywiście, dziś na tym terenie, niemal pośrodku, mamy 10-milionowe miasto, a w promieniu 1-3 tysięcy kom wokół niego jest jeszcze kilka wielkich miast (np. St. Peterburg, Nowosybirsk, Czelabińsk), ale ich historia jest – za każdym razem – w jakiś sposób nienaturalna, miasta te powstały niczym Las Vegas: albo jako ostoje chronione przed światem grubą poduszką pustej przestrzeni, albo jako od początku do końca zaprojektowane przedsięwzięcia pan-menedżerskie, stymulowane przez element państwowy.

Patrząc na rozmaite mapy migracji Człowieka wprowadźmy pojęcie Transpressu. Niech oznacza ono ten rodzaj migracji osiedleńczych, który polega na rugowaniu przez ludy przybyłe, w wielkich połaci terytorialnych, ludu zastanego. W ten sposób – na przykład – Celtowie z centrum kontynentu europejskiego[4] zostali „przepchnięci” na Zachód i na Wyspy przez Germanów i Słowian.

Istoty Transpressu możemy poszukiwać w Naturze Człowieka, w psycho-mentalnym i w kulturowo-cywilizacyjnym wymiarze tej Natury. Nikomu nie są obce peregrynacje domowe, sąsiedzkie i w większych skalach, polegające na „stawianiu stopy” w jakimś określonym miejscu, które wszyscy wokół uznają z czasem za nam przynależne. Może to być moja szafka, mój pokój, nasze boisko, nasz teren łowiecki, izba przydzielona naszej klasie. W patologicznej co prawda formie, ale naocznym dziś, pokazowym przykładem Transpressu w Polsce jest fenomen wygrodzonych osiedli mieszkaniowych, obecny zresztą na całym świecie, przy czym mowa nie tylko o osiedlach willowych, ale też o kompleksach blokowisk, przez które nie da się przejść „publicznymi” drogami, tylko trzeba je omijać nadkładając poważnie drogi.

Jest wiele przesłanek-poszlak pozwalających sądzić, że identycznie, z wykorzystaniem tych samych „odruchów porozumiewawczych” następowały te pra-pierwsze migracje Człowieka, wewnątrz kontynentów i miedzykontynentalne. Przy tym Transpress jest procesem jak najdalszym od asymilacji: poszczególne „włości” są przejmowane, zdominowywane, bez podbojów, okupacji, amalgamacji, kojarzenia się „przybyłego” z „zastanym”.

Celtowie w Europie

Jak widać z rysunków przytoczonych wyżej i poniżej, Transpress polega(ł) na „wypychaniu” zastanych ludów z ich pierwotnego terytorium i wywoływał najczęściej efekt domina, bowiem ci „wypchnięci” rugowali tych, których zastali w nowym miejscu. W patologicznej formie mieliśmy z tym do czynienia po II wojnie światowej na terenie Europy Środkowej, co nienajlepiej świadczy o stosunku ówczesnych Mocarstw to tego regionu świata. Dwa z tych mocarstw (USA i Rosja-ZSRR) swój „fundusz założycielski” kreowały w identyczny sposób: napływający Europejczycy rugowali tzw. Indian północno-amerykańskich z ich korzennych terytoriów, aż udało się wszystkich „zmenelić” i pozamykać w rezerwatach, natomiast żywioł ruski z obecnej „kijowszczyzny” rozprzestrzenił się na całą Nizinę, a potem poza Ural aż ku północno-wschodnim krańcom kontynentu, pozostawiając ludom rdzennym enklawy celowo pozostawione poza kolonizacją.

Dodajmy, że Transpress jako pojęcie można bez szkody przenieść z gruntu etno-terytorialnego na grunt polityczno-mentalny: na przykład ugrupowania partyjne zręcznie rugują się wzajemnie z jakichś społecznych połaci elektoratu nie eksterminując go (por: prozelityzm), administracja państwowa zaś przejmuje kontrolę nad coraz bardziej prywatnymi, intymnymi obszarami kultury. W obu przypadkach mamy do czynienia z Transpressem w tym sensie, ktoś masowo jest wypychany ze swojego obszaru matczynego, a ktoś inny go obejmuje we władanie. O tych sprawach będzie jeszcze mowa dalej.

 

Wędrówka ludów w Europie

Polska jest „produktem” Transpressu Słowiańskiego. Według różnych koncepcji – niekiedy wzajemnie wykluczających się – może powinno się przyjąć koncepcję najnowszą, opartą na badaniach genetycznych (tzw. haplogrupa genu R1a1, M17): wyróżnia ona Serbów Łużyckich, Polaków, Ukraińców i Rosjan jako najważniejszych nosicieli genu słowiańskiego (zaznaczone na poniższej mapce cyfry oznaczają procentowy udział męskiego genu słowiańskiego w całej populacji na poszczególnych terytoriach). Osobiście – po lekturach L. Gumilowa i innych badaczy, ale bez upierania się – skłaniam się do pochodzenia Słowian od żywiołu scytyjsko-sarmackiego[5].

Pomijając pra-pochodzenie Słowian (na mapce poniżej: enklawa +50 w Azji Centralnej), widzimy, że pod względem językowym i „osiedleńczym” Słowianie krystalizowali się na terenach położonych na północ od Morza Czarnego. Jakkolwiek niepoważnie, nienaukowo to zabrzmi: nasza psycho-mentalność tam się ukształtowała w wersji „bazowej” (to jest powód mojego odwołania się do żywiołu sarmacko-scytyjskiego jako założycielskiego), a potem dopiero, w czasach niemal najnowszych, w wyniku dalszych „migracji zahoryzontalnych”, rozprzestrzeniła się w kierunku Europy, Bałkanów i Niziny[6].

Poniższa mapa, aby dała pełny obraz, powinna być zestawiona z mapą haplogrup genetycznych Germanii, Skandii, Galii i Brytanii, wtedy linia „podziału” między Europą i Europą Środkową byłaby wyraźniejsza.

Warto w tym miejscu – zbliżając się do tego, co zwykło się nazywać Racją Stanu – pomyśleć o Europie Środkowej jako fenomenie cywilizacyjnym.

pochodzenie Słowian

 

Przyjęło się uważać, że Polska od zarania rozpostarta jest – jak na krzyżu – pomiędzy dwoma zupełnie różnorodnymi, przeciwstawnymi sobie eko-masywami[7]: Europą (zwaną niegdyś Zachodnią) oraz Rosją. Spróbujmy więc pójść tym tropem. Położenie Polski pomiędzy tymi eko-masywami czyni ją w tej koncepcji buforem pomiędzy nimi, narażonym na wszelkie z tym związane niebezpieczeństwa, mającym zaś niewielkie szanse na suwerenność i na korzyści tranzytowe.

Koncepcja ta wyjaśnia poniekąd, dlaczego kilkanaście krajów Europy Środkowej (kilkadziesiąt rozpoznawalnych etnosów) nie chce, nie potrafi, nie może porozumieć się i ustanowić zwartego, podmiotowego organizmu politycznego, tylko przy każdym nieporozumieniu odwołuje się „od zawsze” do arbitrażu Europy lub Rosji, pozbawiając się w ten sposób autonomicznego wpływu na swoje losy, dokonując politycznej samo-kastracji, prowincjonalizując się na własne życzenie, zanim ktokolwiek o tym pomyśli.

Rysunek poniższy jest – oczywiście – ideowy, wskazuje na istotne różnice pomiędzy oboma eko-masywami oraz miejsce Polski w ich kompozycji.

 

 

Europa jest eko-masywem o bardzo rozbudowanej linii brzegowej, bardzo zróżnicowanym ukształtowaniu terenu, w trzech czwartych otoczona jest wodami, również zróżnicowanymi, jej bardzo zróżnicowana ludność ma naturalne warunki do tworzenia suwerennych społeczności oddzielonych od innych naturalnymi przeszkodami, klimat jest tu łagodny, cztery pory roku. Ludność Europy niemal w całości pochodzi z pradawnego napływu od strony Rosji i Arabii (jest więc z natury przedsiębiorcza). Zawiera co najmniej kilkadziesiąt etnosów konstytutywnych. Naturalną miarą dali jest kilkadziesiąt kilometrów (dzień/kilka dni drogi). Zarodnikiem cywilizacyjnym Europy jest Hellada i Roma.

Rosja (terytorium do Uralu i Kaukazu) jest zwartym, niemal w całości nizinnym obszarem z wielkimi, leniwymi rzekami, naludnianym z basenu Morza Czarnego oraz z Azji Środkowej. Większość ludności nie obcuje ani na co dzień, ani mentalnie z wodami morskimi. Gęstość ludności jest niewielka i tylko dlatego – choć niemal nie istnieją przeszkody naturalne – kształtują się tu odrębne społeczności, zupełnie jednak otwarte i bezbronne wobec przybyszów. Etnosów konstytutywnych jest tu zaledwie kilka. Klimat jest zróżnicowany w różnych miejscach (od polarnego, poprzez kontynentalny, po śródziemnomorski), dominują trzy pory roku (zima, roztopy i lato). Naturalną miarą dali jest kilkaset kilometrów (do miesiąca drogi). Zarodnikiem cywilizacyjnym Rosji jest Scytia i Sarmacja, a potem Ruś (tereny dzisiejszej Ukrainy).

Tak przedstawiane położenie geograficzne Polski (na razie pomijamy politykę) opiera się na pewnym założeniu, łatwym do podważenia. Otóż Polskę postrzega się w tym rozumowaniu jako odrębny fenomen, bez kontekstu, w którym Polska od swego zarania stanowi element szerszej kompozycji, mozaiki.

Pamiętamy wszak, że kontakty pierwszych władców ziem polskich rozpościerały się od dzisiejszej Danii i Niemiec po Kijów, od Bałtyku po Czechy, a z czasem zostały uzupełnione o kontakty z Litwą, dzisiejszą Białorusią i Siedmiogrodem. Pamiętamy też, że Europa w latach swego kształtowania politycznego stykała się z Arabią, Orientem, Skandynawami i poprzez Rosję ludami azjatyckimi.

Z tej listy zwróćmy uwagę na Orient. Obejmuje on eko-masyw, który – obok niewielu – odegrał kluczową rolę w dziejach ludzkości. Obejmuje on tereny na południe od mórz Kaspijskiego i Czarnego, Bliski Wschód bez Płw. Arabskiego, aż po Iran. Można go utożsamiać – jeśli nie dbamy o precyzję – ze starożytną Persją (mapka poniżej).

 

 

/starożytna Persja/

 

Sprzyjające warunki terytorialne, klimatyczne i ludnościowe spowodowały, że to stąd pochodzą najstarsze udokumentowane cywilizacje. Będąc bardzo ekspansywnym pod względem kulturowym, Orient stosunkowo łatwo podporządkowuje się (a nie ulega) wpływom ludów Azji (Turcy), Arabskim czy pra-europejskim (helleńskim).

Jeśli uwzględnić uwagi zgłoszone nieco wcześniej i postrzegać Polskę nie jako autonomiczny podmiot „polityki międzynarodowej”, tylko jako komponent większego procesu cywilizacyjnego, jako element mozaiki środkowo-europejskiej, to okaże się, że Polska nie jest buforem, tylko dość peryferyjnym terytorium, który może uruchamiać własne niszowe Transpressy wyłącznie w kompozycji z żywiołami sąsiedzkimi (patrz: długotrwały związek z Litwą i jej imperium, z którego Polska skorzystała zadomowiając się na Kresach).

Mamy tu do czynienia z poważniejszą konstatacją: otóż nasza polityka zagraniczna (międzynarodowa) przesycona jest od pokoleń swoistą mitomanią, poczuciem że jesteśmy „więksi” niż to jest w rzeczywistości. Co prawda, śledząc paradygmaty polityczne Rosji i Europy widzimy, że niezbyt się tam nas uwzględnia, i to mimo ewidentnych zasług historycznych (od scalenia wielkich ziem pod znakiem „krzyża” i wciągnięcia Litwy w „obrót europejski” po „Solidarność”) – ale nie mamy poczucia swojej prowincjonalności, stąd podejmujemy aktywność ponad nasze rzeczywiste znaczenie.

Do tego, pozostając pod wpływem gry globalnej, pozwalamy aby umknęło nam to co najważniejsze, czyli oda dawien-dawna, niemal od zawsze, rozpostarcie Polonii pomiędzy trzy, a nie wyłącznie dwa żywioły kulturowo-cywilizacyjne, trzy eko-masywy.

 

 

 

Kraj nasz – jako część dość bogatej mozaiki pozostaje pod równorzędnymi wpływami Europy, Rosji i Orientu. Ów Orient właśnie pomijamy w naszych politycznych kalkulacjach. W naszej historii nie tylko Jan III pod Wiedniem czy Władysław IV pod Warną albo polscy uczestnicy wypraw krzyżowych mieli bezpośredni kontakt z „żywymi” przedstawicielami Orientu. Aby tego dowieść, warto choćby krótko opisać obszar Europy Środkowej.

Można sobie wyobrazić symboliczny trójkąt rozpostarty pomiędzy Triestem, Tallinnem i Istambułem (ewentualnie między morzami Bałtyckim, Adriatyckim i Czarnym). Obejmuje on (w całości lub części) takie współczesne kraje jak Estonia, Łotwa, Litwa, Polska, Białoruś, Ukraina, Mołdawia, Rumunia, Węgry, Bułgaria, Słowacja, Czechy, Austria, Słowenia, Chorwacja, Bośnia i Hercegowina, Serbia, Czarnogóra, Macedonia, Albania. Podkreślmy od razu, że Europę Środkową traktujemy nie jako eko-masyw (chociaż nie ma tu przeciwwskazań), ale jako obszar wolny od „zarodników cywilizacyjnych”: wszelkie asocjacje cywilizacyjne Europa Środkowa pozyskuje z trzech eko-masywów sąsiednich i właśnie dlatego pozostaje odwiecznym peryferium, mimo wielokrotnych prób powołania imperium (Serbia, Polska, Austria, ostatnio CEFTA czy Trójkąt Wyszehradzki).

Europa Środkowa tak rozumiana zawsze była obiektem żywego zainteresowania wszystkich trzech dominujących eko-masywów sąsiedzkich, czego przykładami są rozbiory Polski, Imperium Osmańskie, wyprawy Napoleona czy choćby aktywność Rzymu. Przedstawia to kolejny rysunek, a właściwie ideowy schemat ekspansji mających wpływ na losy Europy Środkowej.

Zainteresowanie to nie polegało nigdy na „zmowie” Rosji, Orientu i Europy, bo i Europa Środkowa zbyt krótko sama była imperium godnym zainteresowania. Natomiast oczywiste jest – choćby dla śledzących historyczne zmiany w polskiej mowie potocznej – że wszystkie trzy żywioły mają równorzędny wpływ kulturowy na Europę Środkową. I dopiero w jej ramach – to ważne – na Polskę.

Zwróćmy uwagę (przy – powtórzmy – silnym założeniu, że Europa Środkowa jest globalną prowincją, słabszą politycznie niż choćby Azja Centralna) na to iż:

·         Europa w stosunkach z Europą Środkową „celuje” poniżej linii Karpat;

·         Rosja główny nacisk w stosunkach z Europą Środkową kładzie na Przybałtyk i Ukrainę;

·         Orient w Europie Środkowej dostrzega niemal wyłącznie Bałkany;

 

 

 

O polskiej racji stanu uwzględniającej położenie naszego kraju w Europie Środkowej nie sposób mówić bez tak pojętej geopolityki. Jeśli uwzględnić kilka faktów dotyczących strategii politycznych obieranych w sąsiedzkich eko-masywach, to dochodzimy do wniosków nieco oryginalnych:

-                            Rosja – będąc niemal od zawsze mocno zainteresowana kierunkiem europejskim (gospodarka, kultura), traktując Syberię i Azję Środkową oraz Kaukaz jako zaplecze i pogranicze – wykorzystywała zawsze Europę Środkową jako przedpole, obsadzając je swoimi bastionami;

-                            Europa zawsze była wielokierunkowa w planach strategicznych (Afryka, Azja, Bliski Wschód, Ameryki), ale Europa Środkowa w jej planach zawsze pozostawała w roli swoistej ziemi zakazanej, jak mgła, spośród której od wieków wynurzały się jakieś mroczne, groźne dla Europy żywioły: Europa nigdy poważnie nie była zainteresowana tym regionem;

-                            Orient Europę Środkową traktował zawsze jako terytorium godne „wycieczek”, ale niezmiernie rzadko podejmował w pełni zaprojektowane przedsięwzięcia na tym kierunku (Persowie, Turcy): do dzisiaj – wbrew pozorom – Orient ma poczucie wyższości cywilizacyjnej, również wobec Rosji i Europy[8];

Jeśli myśleć kategoriami „czysto” środkowo-europejskimi, strategiczny sojusz Polaków, Węgrów i Bułgarów (trzy najbardziej ekspansywne politycznie i kulturowo nacje regionu mające doświadczenie migracyjne i imperialne) na rzecz powołania zarodników cywilizacyjnych mógłby przed kilkuset laty uczynić z tego obszaru eko-masyw w pełnym tego słowa znaczeniu. Najprawdopodobniej na przeszkodzie stanęły Karpaty, toteż namiastki imperiów środkowo-europejskich pozostały bez rzeczywistych politycznych kontraktów, a reszty dopełniły starania germańskie i rosyjskie skierowane wzdłuż Karpat, w poprzek regionu oraz katalizujący wpływ Imperium Osmańskiego.

Wymienione powyżej trzy główne linie strategiczne sąsiedzkich eko-masywów nie zmieniły się do dziś ani o jotę, rzecz w tym, że Europa Środkowa pojęła swoje położenie geopolityczne stosunkowo niedawno (po drugiej wojnie światowej, najprawdopodobniej do dziś nie nauczyła się go wykorzystywać dla celów politycznych (CEFTA i Trójkąt Wyszehradzki to rachityczne próby penetrowane z Europy). Dlatego w regionie tym dominuje postawa ubiegania się u Rosji i Europy o swoisty arbitraż w sprawach wewnętrznych dla regionu. Orient – po rozpadzie na przełomie wieków przy dużej zasłudze krajów Bałkańskich - został świadomie wyparty i odsunięty przez pozostałe dwa eko-masywy od aktywnego wpływu na losy Europy Środkowej, zaś sama Europa Środkowa przyjęła to jako aksjomat i porzuciła intensywne kontakty z Orientem, obecne tu jeszcze na początku XX stulecia.

 

 

 

Wyłaniająca się z tych rozważań polska racja stanu jest zupełnie odmienna od tej, której domyślić się można z enuncjacji polskiego establishmentu, dość chwiejnego w ostatnich dziesięcioleciach.

Przede wszystkim w interesie Polski leży odzyskanie przez Europę Środkową równowagi politycznych kontaktów z Europą, Rosją i Orientem, nawet jeśli sam Orient ma dziś trudności ze swoją tożsamością. Oczywiście, Polska nie może w takiej polityce występować w roli bezwarunkowego suwerena, jednak Węgrzy czy Bułgarzy (nieco inaczej Serbowie) mają interesy identyczne z Polską: uciec od roli „bliskiej zagranicy” rosyjskiej (pobrzmiewającej się jeszcze w doktrynie Rosji), a jednocześnie nie dać się sprowadzić do roli bufora antyrosyjskiego dla Europy. Właśnie dlatego zadaniem sine qua non Europy Środkowej jest wykreślenie z globalnej nomenklatury politycznej dychotomii europejsko-rosyjskiej i wprowadzenie do tej nomenklatury, do języka dyplomatycznego kategorii Europy Środkowej jako regionu wyposażonego w długą listę atrybutów suwerenności.

Jakkolwiek obrazoburczo to zabrzmi, największym sojusznikiem Europy Środkowej w tej sprawie jest Turcja, która – będąc konsekwentnie trzymana przez Europę w „przedpokoju”, w rzeczywistości jest naturalnym, choć zupełnie niewykorzystanym rozjemcą i arbitrem spraw bliskowschodnich, ma też wspólne interesy i opcje kulturowe z Iranem czy Irakiem. Na tym tle jeszcze bardziej zrozumiałe staje się „altruistyczne i pokojowe” zainteresowanie Ameryki, Rosji i Europy sprawami, które w ostatecznym zamyśle mają pogrzebać eko-masywową świadomość Orientu. Zwłaszcza, że Ameryka realizuje swój dodatkowy cel: skoro Rosja nie zmienia swoich strategicznych zainteresowań europejskich, wyparcie jej wpływów z Orientu otworzy Rosję – paradoksalnie – na wpływy amerykańskie: Syberia to jedna z ostatnich światowych „hurtowni”, z której Ameryka nie korzysta, a potrzebuje jej jak kania dżdżu[9], aby dalej rozwijać się w sposób zrównoważony.

Uważny obserwator polskiego życia politycznego jest w stanie już po tej lekturze niemal dokładnie rozpoznać, jakie interesy globalne (eko-masywowe) mają swoje lobby pośród polskiego establishmentu. Szkoda jedynie, że w grze zewnętrznych interesów na forum polskiej polityki zagubiono paradygmat: w najwyższym interesie Polski leży zachowanie/przywrócenie Europy Środkowej do roli suwerennego obszaru rozpostartego pośród zrównoważonych interesów co najmniej trzech tradycyjnie sąsiedzkich eko-masywów.

 

Pora w ten sposób zakończyć ideologiczną podpowiedź polskim politykom w sprawie polskiej racji stanu na międzynarodowym forum. W największym skrócie brzmi ona następująco: Polska w ramach CEFTY[10], Grupy Wyszehradzkiej[11] czy wprost strategicznego porozumienia środkowo-europejskiego powinna zająć się układaniem przyjaznych gospodarczych i politycznych stosunków z trzema sąsiedzkimi eko-masywami, w tym z wiodącymi krajami Orientu.

Jakkolwiek to brzmi…

 

 

 



[1] Migracją zahoryzontalną będę tu nazywał zbiorowe (stadne), trwałe, nieodwracalne opuszczenie dotychczasowego terytorium matczynego i poszukiwanie nowego terytorium gniazdowego poza dotychczasowym „horyzontem oczywistego postrzegania”, w miejscach zupełnie nowych i dotąd nieznanych;

[2] Mam głębokie przekonanie, które kiedyś zapewne potwierdzę bardziej dowodnie, że Człowiek jako fenomen „doczesny”, ziemski, wykrystalizował się drogą ewolucji niejednoznacznej: w różnych przedziałach czasowych, w różnych miejscach, z różnych korzeni ewolucyjnych powstał Człowiek w różnych swoich przedstawieniach (Ante-Człowiek), a dopiero wzajemne oddziaływanie różnych postaci Ante-Człowieka, w tym mieszanie genów i/lub wzajemna eksterminacja – wyodrębniły tę linię rozwojową, której ja i Czytelnik jesteśmy potomkami;

[3] Dla przykładu: mamy następujące wspólne zbiory haplogroup mtDNA: Afrykańska: L, L1, L2, L3, L3 , Bliskowskchodnia: J, N , Południowoeuropejska: J, K , Europejska: H, V, Północnoeuropejska: T, U, X , Azjatycka: A, B, C, D, E, F, G (w tym: M jest kompozycją of C, D, E, i G) , Amerykańska (Native): A, B, C, D, i niekiedy X;

[4] Patrz: kultura halsztacka. Za Wikipedią: stanowiska kultury wschodniohalsztackiej obejmowały: Bośnię, Hercegowinę, Siedmiogród, Słowację i wschodnie Alpy. Graniczyły one: od północy ze stanowiskami kultury nordyjskiej, od wschodu łużyckich, urn domkowych, vekerzug, basarabii, od południa ze stanowiskami kultur gollasecca, melaun, este oraz z koloniami greckimi, od zachodu ze stanowiskami katalońskiej kultury pól popielnicowych;

[6] Chodzi o Nizinę Wschodnioeuropejską;

[7] Eko-masywem nazywam tu żywioł terytorialno-przyrodniczo-ludnościowy, wyposażony w zarodniki cywilizacyjne, zdolny stanowić wystarczające podłoże procesów cywilizacyjnych, zabezpieczający warunki zaopatrzenia, surowcowe, klimatyczne, przestrzenne, schronienia, socjalizacji. Zarodnik cywilizacyjny – to uniwersalny element kultury, meta-mentalny i meta-kulturowy, atrakcyjny dla pokoleń i dla sąsiednich kultur, zdolny skupić (ogromadzać) różnorodne ludy wokół tego samego rytu, pakietu instytucji;

[8] Orient można dziś postrzegać jako swoistą „oś” Turcja-Irak-Iran: na skutek świadomej niszczącej geopolityki różnych graczy globalnych przez ostatnich 300 lat ten właśnie eko-masyw został rozbity, skłócony wewnętrznie, a do tego jego wewnętrzna logika została przeredagowana na konflikt arabsko-żydowski, co zupełnie rozbija pradawną zwartość kulturową (patrz choćby powyżej starożytna Persja);

[9] Ameryka zawsze budowała swoją potęgę na eksploatacji światowych (cudzych) spichlerzy: „rodzimy” kontynent dał terytorium (kosztem „indian”), Europa dawała zdobycze cywilizacji technicznej, rynek zbytu i intelekt, Afryka siłę roboczą, Indianie-autochtoni – przestrzeń i zasoby, Arabia – ropę, itd.. Patrz choćby: http://pl.wikipedia.org/wiki/Historia_Stan%C3%B3w_Zjednoczonych_Ameryki ;

[10] Za WIEM: CEFTA, Środkowoeuropejskie Porozumienie (Stowarzyszenie) Wolnego Handlu, ang. Central European Free Trade Agreement, utworzona 21 grudnia 1992 w Krakowie organizacja zakładająca rozbudowaną współpracę gospodarczą państw członkowskich, usuwanie barier celnych we wzajemnym handlu jak też i tworzenie wspólnego rynku między nimi. Porozumienie powstało w celu ustalenia zasad i zdynamizowania wymiany gospodarczej pomiędzy krajami Europy Środkowo-Wschodniej po rozwiązaniu RWPG. Podpisanie układów stowarzyszeniowych z Unią Europejską spowodowało dążenie do dostosowywania systemu gospodarczego i prawnego poszczególnych państw do standardów zachodnioeuropejskich. Z porozumienia w pierwszej fazie wyłączono handel artykułami rolnymi, natomiast inne produkty zostały podzielone na grupy, w ramach których stopniowo znosi się cła. W 2003 w skład CEFTY wchodziły jej państwa założycielskie - Polska, Czechy, Węgry i Słowacja oraz Słowenia, Rumunia, Bułgaria i Chorwacja;

[11] Za Wikipedią Grupa Wyszehradzka (tzw. V4), państwa grupy wyszehradzkiej – nieformalne określenie stosowane od 1991 r. w stosunku do trzech państw środkowoeuropejskich: Czechosłowacji, Polski i Węgier – Trójkąt Wyszehradzki. W późniejszym czasie, wskutek rozpadu Czechosłowacji (1 stycznia 1993 r.), członkami Trójkąta Wyszehradzkiego stały się Słowacja i Czechy, dlatego zmienił on nazwę na Grupa Wyszehradzka. Głównym celem Grupy była współpraca z Unią Europejską i NATO w kwestii przystąpienia ich do struktur tych organizacji. Jedyną instytucją Grupy jest Międzynarodowy Fundusz Wyszehradzki (International Visegrad Fund);