Mariusz Grendowicz – niedouczony narcyz

2013-11-25 11:41

 

 

Pajacem być – rzecz ludzka, ale czemu się z tym obnosić?

 

Największym polskim „projektem” zarządza od ponad roku niedouczony narcyz, prawdopodobnie niezrównoważony emocjonalnie.

Pal licho wykształcenie formalne: we współczesnym świecie starzeje się ono niczym nowinki elektroniczno-komputerowe, stanowi więc jedynie papierkowy punkt życiorysu potrzebny dla wypełnienia rubryk w pośredniaku. Pan Mariusz Grendowicz, absolwent Chartered Institute of Bankers w Londynie (coś w rodzaju licencjatu z technik bankowych w Pułtusku, a właściwie kursu dla średniego personelu bankowego[1]) ma inną cenną kwalifikację: znakomicie opanował tzw. inżynierię finansów, zasobów, majątku – szczególnie tzw. regaliów. Mówiąc bardziej po ludzku: rząd niby-jawnie, ale faktycznie w tajemnicy przed wszystkimi konsoliduje pod jednolitą kontrolą wszelkie zasoby pozostające w „polskich rękach” i użyje tej kontroli do ostatniej z licznych operacji wywłaszczania Narodu na rzecz globalnych graczy.

Projekt „Inwestycje Polskie” został zapowiedziany przez Premiera w jego tzw. drugim exposé drugiej kadencji, z 12 października 2012 roku. Donald Tusk poruszył w tym exposé następujący wątek (przytaczam ze stenogramu, bez korekty składniowej):

„Przygotowaliśmy narzędzie bankowe i wymagające także dodatkowych instrumentów w postaci specjalnej spółki pod program zatytułowany Inwestycje Polskie. Operatorem będzie BGK. 40 miliardów złotych do 2015 roku znajdzie się jako kapitał dla BGK po to, aby w tym przedziale czasowym, a więc do 2015 roku, uzyskać możliwości inwestycyjne na poziomie 40 miliardów złotych. Będzie to możliwe bez naruszania bezpieczeństwa finansowego państwa, a więc bez obciążania tą kwotą deficytu lub długu publicznego. Będzie to możliwe poprzez aktywne użycie kapitału dzisiaj zamrożonego – mówimy tu głównie o udziałach państwowych w spółkach Skarbu Państwa. Chcielibyśmy, aby te aktywa w jakimś sensie, użyję cudzysłowu, pasywne w tej chwili zaczęły pracować na inwestycje, wiążąc również kapitał prywatny i większe możliwości kredytowe. Według obliczeń, które szczegółowo jutro zaprezentują ministrowie Rostowski i Budzanowski, powinniśmy zbudować w ten sposób taką dźwignię na rzecz inwestycji i kredytowania polskiej gospodarki. Jak już wspomniałem, do 40 miliardów złotych do roku 2015 i około 90 miliardów złotych, licząc przez 6 lat, będą służyły inwestycjom, które muszą być inwestycjami opłacalnymi. Nie będą mogły być sposobem na pomoc publiczną, a więc będziemy musieli precyzyjnie zakreślić obszar, w którym te pieniądze będą mogły pracować.”

W tym cytacie istotne są następujące słowa-klucze:

  1. Specjalna spółka rządowa poza kontrolą Parlamentu, pod operacyjną kuratelą BGK;
  2. 40 miliardów złotych w dyspozycji spółki, docelowo 90 miliardów w najbliższych latach;
  3. Uruchomienie kapitału dziś zamrożonego do objęcia udziałów z spółkach Skarbu Państwa;
  4. Bezpieczeństwo finansowe Państwa (uniknięcie generowania długu publicznego);
  5. Wiązanie kapitału prywatnego (cokolwiek to oznacza, na przykład formułę a’rebours?);
  6. Uruchomienie „większych możliwości kredytowych” (czyli: konsolidacja zabezpieczenia);
  7. Obligatoryjną opłacalność inwestycji w tym projekcie (czyli: komu się „opłaci”?);

Inaczej, w mowie zrozumiałej dla kogoś, dla kogo wyobrażalne sztuczki finansowe oznaczają balans między chudą wypłatą, ratunkową pożyczką u lichwiarza i komornikiem: cokolwiek z kurczącego i dziadziejącego majątku narodowego jeszcze pozostaje w dyspozycji polskich władz, jest gromadzone, aby pod pozorem buforowania zagrożeń kryzysowych i uruchamiania „flagowych inwestycji rozwojowych” oddawać to partiami tym graczom globalnym, którzy zaoferują w zamian najlepsze „odskocznie” dla zarządców zielonego trzęsawiska, zwanego pomyłkowo zieloną wyspą.

Owo oddawanie odbywać się będzie dwutorowo: poprzez partnerstwo publiczno-prywatne (czyli wpompowywanie publicznych pieniędzy w prywatne projekty) oraz poprzez dowartościowanie a następnie prywatyzowanie przedsiębiorstw (bo „rezerwy prywatyzacyjne” kończą się i widmo bankructwa budżetowego straszy chłodem).

Od czasu owego exposé (kilka miesięcy) ukazało się w prasie wiele „dyżurnych” enuncjacji prasowych (podkreślam: „dyżurnych”, bo nie sądzę, żeby ich dość podobna treść, emocje i przesłanie były wyłącznie efektem dziennikarskich refleksji), z których w jasny sposób ma wynikać, że Inwestycje Polskie to projekt o znaczeniu historycznym, porównywalny do budowy Stoczni Gdynia albo do sieci projektów, w wyniku których powstał Centralny Okręg Przemysłowy. Od czasu Huty Katowice nie pojawił się w Polsce „projekt” o zamierzeniach na tę skalę, mający wyzwolić i mnożnikować tak wielką energię i zasoby społeczne.

Mam poważne wątpliwości, czy PIR SA i jego obecne kadry[2] są w stanie udźwignąć ten projekt w wersji oficjalnej (korzystnej dla polskiej gospodarki), ale jeśli PIR ma służyć „sprywatyzowaniu regaliów polskich” – to może się udać!

 

Skąd środki w PIR (poza ściemą dla ciemnego narodu)?

W Polsce znane i przećwiczone w boju jest pojęcie „funduszy pozabudżetowych”. Mniej znane jest pojęcie „regaliów”. W skrócie: chodzi o tworzenie struktur organizacyjnych i nadanie im osobowości prawnej, wówczas to dysponentem środków publicznych (z podatków i odpisów oraz akcyz) zgromadzonych na rachunkach funduszu staje się nie Społeczeństwo, a organ tego funduszu w randze np. prezesa zarządu. Bez większych wyjaśnień przejdę do konkretów: ustawowo powołane „parabudżety” polskie to Fundusz Ubezpieczeń Społecznych, Fundusz Emerytalno – Rentowy, Fundusz Prewencji i Rehabilitacji, Fundusz Administracyjny, Fundusz Pracy, Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, Państwowy Fundusz Kombatantów, Fundusz Alimentacyjny, Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, Fundusz Ochrony Gruntów Rolnych, Fundusz Gospodarki Zasobem Geodezyjnym i Kartograficznym, Fundusz Promocji Twórczości[3].

To są środki i uprawnienia idące w grubo ponad kilkadziesiąt miliardów rocznie! W dodatku jest to „flagowy wierzchołek” całego „systemu” podobnych funduszy (na przykład istnieje 16 WFOŚ niezależnych od NFOŚ). Nie dość, że mają swoją „wartość księgową” – to mają jeszcze spec-uprawnienia wobec podatników, samorządów i innych podmiotów uspołecznionych…

PIR SA (patrz: statut spółki, paragraf 4, przedmiot działalności, oraz paragraf 5 kapitał zakładowy) ma być „funduszem funduszy parabudżetowych”. Nobel dla tego magika, co to wymyślił.

Miałem kiedyś okazję widzieć pana Mariusza Grendowicza na żywo: poproszony o zabranie „głosu z sali” podczas dyskusji panelowej (on siedział na widowni, paneliści na proscenium) – w ciągu trzech minut od otrzymania mikrofonu zdołał „nieśmiało wymusić” to, iż rozsiadł się wygodnie na proscenium między ludźmi od siebie poważniejszymi i odtąd – zamiast trzyminutowej wypowiedzi z sali – stał się gwiazdorem panelu. Żenada…

Kiedy mówimy o błaźnie, to chodzi o ten genialny błysk niepodważalnej racji, logiki dobijającej każdą sztuczność, każdą uboczność, każdy fałsz. Na przykład, gdybym miał uprawnienia błazna podczas wspomnianej debaty Instytutu Wolności, przerwałbym śliskiemu narcyzowi, Mariuszowi Grendowiczowi, jego wciąż powtarzane frazy „ja, ponad 30 lat w bankowości, zawsze byłem…”. Zapytałbym po prostu: czy ma pan już ten tytuł magistra, czy tylko ten londyński certyfikat zręcznego bankowca, odpowiednika powiatowego kursu gotowania na gazie. Celowo znęcam się nad tym zawodowym prezesem banków, bo jest on klasycznym bufonem, w dodatku samoodnawialnym, więc prawdziwy, poważny błazen powinien za nim chodzić wciąż i wciąż.

Z nas dwóch – jestem lepszym błaznem dla PIR niż Grendowicz. Bo ja nakłuwam ten balon i pokazuję, że zawiera on hel, od którego Kraj i Ludność dostaną śmiechawki, a wtedy cichcem Grendowicz oskubie ów Naród z resztek dobytku, zaś jego mocodawcy wkupią się naszym kosztem w jakieś fuchy poza Krajem, w którym już nic nie będzie do zrobienia. Jestem – niech żyje skromność – błaznem godnym Stańczyka. A Grendowicz nie dość, że sługa międzynarodowej finansjery i zamiatacz gabinetów politycznych – to jeszcze rzadki, błazeński, narcystyczny ścichapęk…

Un pitre pitoyable: assez de pitreries, et repassez le fil!

Forest Gump PL

 

 
 
 
 


[1] Patrz: oczekiwane kwalifikacje po takim „tajnym komplecie”: http://www.bba.org.uk/downloads/bba/CB_PBC_Feb_2011.pdf ;

[2] Zespół Inwestycyjny PIR (kliknij zdjęcia, by uzyskać biogramy) poszczególnych osób: http://www.pir.pl/pl/polskie-inwestycje-rozwojowe/zespol-inwestycyjny , podobnie Rada Nadzorcza: http://www.pir.pl/pl/polskie-inwestycje-rozwojowe/rada-nadzorcza ;

[3] Por: Hanna Kuzińska, Fundusze parabudżetowe w Polsce, Informacja Biura Studiów i Ekspertyz 277, http://biurose.sejm.gov.pl/teksty_pdf_94/i-277.pdf ,  albo: Fundusze celowe  (istota, przeznaczenie, rodzaje), http://opracowania24.com.pl/articles.php?article_id=2630 ;